|
BLOG
06 stycznia 2012, 23:10
Podziękowania dla redaktora Franasa!
Szanowny Panie Redaktorze!
W imieniu dolnośląskiej społeczności lekarskiej chciałem Panu serdecznie podziękować za pomoc, jaką Pan zaoferował lekarzom w artykule z czwartkowej Gazety Wrocławskiej zatytułowanym: ” Lekarze i apteki mogą stracić kasę! Pacjent ewentualnie życie” Wprawdzie radę skorzystania z zamieszczonej w Gazecie listy leków refundowanych skierował Pan do wiceszefa, (a nie, jak Pan napisał: szefa) Naczelnej Rady Lekarskiej, której i ja jestem członkiem, Konstantego Radziwiłła, ale rozumiem, że mogą z niej skorzystać wszyscy dolnośląscy lekarze. Ta rada jest tym bardziej cenna, że pozwala dodatkowo zaoszczędzić lekarzom znaczne środki finansowe: nie będą płacić kar NFZ-owi za błędnie wystawioną receptę i nie będą już musieli wydawać dużych pieniędzy na, jak Pan napisał, taki zaprojektowany w 1979 roku komputer przenośny, wraz z takim zaprojektowanym znacznie później ( to już mój dopisek) modemem internetowym, bo teraz wystarczy jedynie zakup kilku numerów Gazety z listą leków refundowanych i lupy powiększającej, aby wszystko, co według organizatorów systemu opieki zdrowotnej w Polsce jest niezbędne lekarzowi do ratowania zdrowia i życia ludzkiego, tenże lekarz mógł mieć przy sobie. Rozumiem, że idąc za ciosem, zainstaluje Pan pod koniec lutego w Ministerstwie Zdrowia dziennikarza śledczego Gazety, który z odpowiednim wyprzedzeniem, wystarczającym do wydrukowania znowelizowanej listy leków w dniu jej oficjalnego opublikowania (co już zapowiada ministerstwo), wykradnie stosowny dokument, aby wszyscy lekarze byli cały czas w gotowości do pracy zgodnie z wymogami stawianymi przez stosowne ustawy. I utrzyma go Pan tam na stałe, bo przecież lista leków refundowanych może być, według nowych przepisów, nowelizowana co dwa miesiące. Przy okazji dodrukowywania kolejnych nowelizacji list proszę jednak o rozważenie zwiększenia rozmiaru czcionki, bo niestety średnia wieku dolnośląskich lekarzy przekracza znacznie 40 lat, więc wzrok już nie ten. Ponadto konieczność korzystania z lupy znacznie wydłuża czas odnalezienia stosownego leku na liście, ale rozumiem, że ten argument Pana, jako zwolennika prywatnej służby zdrowia, nie przekona, bo logicznym jest, że ZALEŻY Panu na tym, aby kolejki w placówkach publicznych jeszcze bardziej się wydłużyły, a lekarze nie mieli czasu na badanie i leczenie swoich pacjentów, bo to zmusi tych, którzy się nie załapią na wizytę „na NFZ” do przerzucenia się na usługi pełnopłatne w sektorze prywatnym. Dziękuję także serdecznie za zagrzewanie lekarzy do walki o swoje. Faktycznie, o co my teraz walczymy? Żeby mieć więcej pracy? Przecież jak zaczniemy z mozołem, niczym Sherlock Holmes przy pomocy lupy i wyciętych z gazet list dochodzić, który lek, przy jakiej chorobie, do której z czterech grup płatności pasuje, to dzięki temu wizyta pojedynczego pacjenta wydłuży się o jakieś 5-10 minut, więc zamiast męczyć się przez ustawowe 8 godzin pracy z 32 pacjentami przebada się ich jedynie ze 20. Lekarze rodzinni mają wszak płacone od liczby wszystkich zarejestrowanych podopiecznych, a nie od tych, co chorują a większość z pozostałych lekarzy pracuje w publicznych lub niepublicznych placówkach za stałą pensję, więc jak mniej pacjentów przyjmą, to się mniej narobią za te same pieniądze. Czyż nie tak? Jednocześnie z przykrością muszę Pana poinformować, że już od kilku lat pacjentom w kolejkę nie wcinają się, jak Pan napisał, przedstawiciele firm oferujący pani doktor lub panu doktorowi wczasy czy gadżety za wypisywanie konkretnych leków, gdyż sprawy kontaktów owych przedstawicieli z lekarzami dość restrykcyjnie uregulowano jeszcze w 2008 roku rozporządzeniem ministra zdrowia z dnia 21 listopada 2008 r. w sprawie reklamy produktów leczniczych (Dz. U. z dnia 28 listopada 2008 r.) Polecam szczególnie lekturę paragrafu XIII tego rozporządzenia, który zakazuje jakichkolwiek kontaktów z przedstawicielem medycznym w godzinach pracy lekarza. Informuję również, że w przypadku realizacji usług w ramach kontraktu z NFZ pacjenci w Polsce nie płacą za wizytę domową od zawsze. Na koniec pozostaje mi tylko wyrazić radość z faktu, iż Pana pracodawca, w przeciwieństwie do Ministra Zdrowia, nie postanowił dotąd obciążać zatrudnianych w Gazecie redaktorów karami za błędy lub nieścisłości w przekazywanych informacjach, bo już pewnie po omawianym artykule Dolnoślązacy nie mieliby więcej okazji czytać Pańskich, skądinąd błyskotliwych, wywodów. I na koniec nasuwa mi się jeszcze jedna refleksja: gdyby lekarze podchodzili do procesu leczenia tak, jak niektórzy redaktorzy do przedstawiania faktów, to trup ścieliłby się gęsto… Z życzeniami zdrowia w 2012 roku! Paweł Wróblewski Wiceprezes Dolnośląskiej Rady Lekarskiej Członek Naczelnej Rady Lekarskiej w Warszawie Wpis edytowany przez Paweł L. Wróblewski 2 razy (ostatnio 07 stycznia 2012, 10:10). Paweł L. Wróblewski
KOMENTARZE
1. 06 stycznia 2012, 23:23 Oczywiście list wysłałem najpierw do pana redaktora Arkadiusza Franasa, którego inteligentną złośliwość nawet lubię, choć z jego tezami często się nie zgadzam. W tym przypadku jednak popełnił zbyt wiele błędów. 2. 07 stycznia 2012, 13:17 Witam! Gratuluję riposty. Mnie tekst redaktora Arkadiusza Franasa nie zdziwił, pan redaktor prawie zawsze po stronie władzy, a przeciw jej krytykom... Z pozdrowieniami DODAJ KOMENTARZ
|
AUTOR
dr n.med., specjalista chirurgii ogólnej, nauczyciel akademicki, wiceprezes stowarzyszenia "Obywatelski Dolny Śląsk". Radny Sejmiku Województwa Dolnośląskiego II, III i IV kadencji, obecnie Wicerzewodniczący Sejmiku. Wiceprezes Dolnośląskiej i Członek Naczelnej Rady Lekarskiej.
Marszałek Województwa Dolnośląskiego w latach: 2004-2006 ARCHIWUM BLOGA
KOMENTOWANE
CZYTANE
KOMENTOWANE
CZYTANE
|
![]() |